Kozia Szyja pod Górą Chrobrego
Zapomniane miasteczko- Głuchołazy



AUTOR(ka):


Kasia Turska "Ziellona"
Z wykształcenia etnolog i kroatysta. Z zawodu pilot wycieczek i rezydent. Z zamiłowania: włóczykij wyborowy. Koktajl Mołotowa.


Lokalizacja:

50°18'21"N 17°22'14"E

Głuchołazy znajdują się 20 km na południe od Nysy. leżą na granicy z Czechami, w samym sercu Zlatohorskiej Vrhoviny i zagłębia złota.

Góra Chrobrego znajduje się nad Głuchołazami Zdrój



Galerie zdjęć:






Autor tekstu: Ziellona
Zdjęcia: Ziellona

W temacie:

Wodny doktor
Wokół Głuchołaz



Bibliografia:

- Brygier Waldemar- Przewodnik: Góry Opawskie, Zlatohorska Vrhovina, wyd. Galileos
- Lachur Czesław- Opolszczyzna. miejsca i ludzie, Kępa 2008
- Rocznik Głuchołaski 2008
- Morawsko Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie 1881-1945
Mało które śląskie miasteczko wygrało los na loterii. I żadne tak go nie zlekceważyło.

Leżące na nizinach miasta wydawały kolosalne pieniądze na stworzenie systemu wodociągowego, widocznego dziś w formie zapomnianych wieży ciśnień. Brak dużych połaci lasów nie dostarczał budulca, który trzeba było ściągać z innych regionów. Inaczej rzecz się miała z Głuchołazami...

Choć dokumenty datują powstanie miasta na połowę XII wieku, to legenda miejscowa wspomina, iż już w czasie najazdu Mongołów w 1241 r. istniał tu mały gródek, który bronił się nadspodziewanie długo. Wg dokumentów hordy tatarskie omijały jednak miasteczko, które powstało najprawdopodobniej w celu ochrony już istniejących kopalni złota.

Dziś mało znane, leżące na pograniczu, niemal zapomniane, trochę depresjogenne miasteczko przez wieki całe było jednym z najważniejszych śląskich miast. Odpowiedź na pytanie dlaczego ta sytuacja nie trwa do dziś, zahacza już o politykę i socjologię i wykracza poza ramy tego artykułu – prawdą jednak jest że począwszy od sprowadzonych w XII wieku wysoko wykwalifikowanych frankońskich górników, a na pracownikach uzdrowiska kończąc, Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić i wyciągnąć z atutów miasta profity.

Wszystko zaczęło się w XII wieku, kiedy odkryto tu złoża złota. Zawieruchy historyczne nie oszczędziły miasta i rozkwit nastąpił dopiero w XVI wieku. Wtedy właśnie powstało najwięcej płuczek, szybów i sztolni wraz ze słynną Sztolnią Trzech Króli, gdzie znaleziono największe samorodki (1,3 i 1,7 kg) dziś znajdujące się w muzeum w Wiedniu.

Szczególny czas dla miasta to jednak wiek XIX. Wiek, który przyniósł Głuchołazom światową sławę dzięki... rękawiczkom, guzikom i paście do butów. Równolegle do rozwoju przemysłu, przyszła moda na jeżdżenie "do wód". Choć Vincent Priessnitz rozpoczął swoją uzdrowiskową działalność dopiero w XIX wieku, w Głuchołazach już od XVII wieku działało uzdrowisko. Sprowadzeni przez arcyksięcia austriackiego i wrocławskiego biskupa Karola Ferdynanda, jezuici otwarli tu już w XVI wieku dom zdrojowy "Leśny Dwór" (Waldhof) dla braci zakonnych. Wtedy było jednak jeszcze za wcześnie na wykorzystanie naturalnych walorów, przede wszystkim specyficznego mikroklimatu: powietrza przesyconego olejkami żywicznymi i eterycznymi, wyrównanej temperatury i braku skoków ciśnienia, jak również ogromnych połaci lasów na Górze Parkowej – dotychczas drzewo użytkowano tylko w celach budulcowych i opałowych. Góra Chrobrego zaś była wykorzystywana jako poligon doświadczalny dla górnictwa złota, nigdy nie znaleziono tu dużych ilości cennego kruszcu.

Trzy wieki później, kiedy w pobliskim Jeseniku rozpoczął swą działalność Vincent Priessnitz, zwany wodnym doktorem, Głuchołazy wykorzystały jedyną w swoim rodzaju szansę. Szybko powstające domy zdrojowe zaopatrywano w wodę, zbieraną do dużego zbiornika, skąd rozprowadzana była rurami. Dzięki naturalnemu spadkowi nie było potrzeby budowania wieży ciśnień, stąd był to najtańszy system wodociągowy na Śląsku. W głuchołaskich sanatoriach, bo tak je trzeba nazwać, wykorzystywano ciekawą metodę: zawijanie w prześcieradła i polewanie wodą z różnymi składnikami. W końcu dostrzeżono dobrobyt górujący nad miastem – dodatki pochodziły głównie z tego lasu. Były to więc borowiny, wywary z igliwia leśnego, miazga drzewna, którą pozyskiwano w pobliskiej papierni z wysokogórskiego świerku podczas szlifowania w temperaturze 60 stopni C.

Po pierwszej Wojnie Światowej sanatoria przekształcono w domy wczasowe. Moda na jeżdżenie do wód przeminęła, wody spływające z Góry parkowej okazały się niewystarczająco zmineralizowane. Wydawać by się mogło, że historia głuchołaskiego uzdrowiska się skończyła. A ona się dopiero zaczęła...

Historia medycyny poznała miasto od strony płuc. Na początku XX wieku gruźlica dziesiątkowała ludność, a właśnie w Głuchołazach rozwinęło się tego typu lecznictwo. Opracowano tez rewelacyjną metodę naświetlania krtani promieniami słonecznymi. Polegała na tym, że pacjent siedział z otwartymi ustami tyłem do słońca, przed nim stało lustro, które odbijając słoneczne światło nagrzewały krtań.

To był świetlany okres historii Głuchołaz. O kuracjuszy i turystów dbano tutaj wyjątkowo – organizowano przejażdżki dorożkami, wycieczki na Kopę Biskupią, gdzie już w 1890 roku powstała pierwsza drewniana wieża widokowa, organizowano wycieczki do Podlesia, powstał nawet basen z podgrzewaną wodą, z którego wypompowywano wodę, co było zupełną nowością na odkrytych kąpieliskach. Plotka głosi, że w basenie tym ćwiczyli niemieccy reprezentanci na igrzyska olimpijskie. Inna plotka mówi iż był to prezent Adolfa Hitlera dla Ewy Braun. Powstało również niewielkie kąpielisko w Pokrzywnej (czynne do dzisiaj) – przed wojną popularność jego była tak wielka, ze każdemu 10 tysięcznemu turyście wręczano zegarek, a w czasie letnich dni uroczystość taka odbywała się co tydzień!

Jak to się więc stało, że dziś Głuchołazy są zapomnianym miasteczkiem, jednym z licznych punktów na mapie? Mieszkańcy zgodnie obwiniają władze, jednakże zarząd miasta od czasów Drugiej Wojny Światowej kilkunastokrotnie się zmieniał. Wydaje się, iż można obwinić za to autorkę sukcesu – Górę Parkową. Wyczerpały się bowiem zmineralizowane wody spływające z jej zbocza, do tego jednostronna specjalizacja w leczeniu gruźlicy, która w wieku XXI nie jest już plagą. I najważniejsza sprawa: jednoosobowe działanie.

Ponieważ młodzi ludzie wyjeżdżają na studia lub za granicę i już nie wracają, na rozwój przemysłu w Głuchołazach i okolicy nie ma co liczyć. W tym momencie trzeba postawić na turystykę- zwłaszcza że Euroregion Pradziad jest skłonny przeznaczyć ogromne fundusze na rozwój turystyki w mega regionie. Dopóki jednak nie będzie współpracy między Głuchołazami, a miejscowościami podgórskimi, na rozwój nie ma co liczyć. Władze miasta nie dostrzegają ani Pokrzywnej ani Jarnołtówka, a głównie tam przyjeżdżają turyści. Właściciele ośrodków nie są rdzennymi mieszkańcami, więc "nie warto o nich dbać", na ich głosy w kolejnych wyborach nie można liczyć. Wszystkie imprezy lokalne odbywają się więc w Głuchołazach i żadna informacja o nich nie przedostaje się do ośrodków. W związku z tym na imprezy głównie przychodzą rdzenni mieszkańcy. Dlaczego będąc w Ośrodku Mieszko w Pokrzywnej codziennie dostawałam oferty imprez organizowanych w Złotym Stoku, skansenie w Opolu czy Srebrnej Górze, a o festiwalu Kropka w Głuchołazach dowiedziałam się od kolegów z Łodzi?

Głuchołazy w czasach dzisiejszych stanowią atrakcję jedynie w połączeniu z Górami Opawskimi – warto tu postawić na turystykę. Zbudować aquapark czy centrum fitness- zwłaszcza że fundusze są już przyznane. Dopracować informację turystyczną. Przypatrzmy się naszym sąsiadom – mają dużo mniej atrakcji turystycznych do zaoferowania, a informacja turystyczna, aż cieknie po kamieniach ruin zamków.

Głuchołazianie zawsze potrafili sobie radzić – czemu dziś panuje tu stagnacja i depresja? Czemu dziś nie potrafimy zadbać o turystów, czemu nie potrafimy ich przyciągnąć?

Wrzesień'2008- Głuchołazy