Zawadka w ogniu
Początki walki z okupantem



Autor:


Marian Cieślik
Patriota lokalny i niestrudzony promotor historii, pamięci i kultury lokalnej. Autor wielu lokalnych opracowań. M.in. "Zawadka w ogniu", dodatku specjalnego do biuletynu "Sami o sobie", który mam ogromną przyjemność tutaj zaprezentować.

W temacie:

* Wielka bitwa pod Kotoniem


W sieci:

*ŻELBET- zarys historii- Ryszard Bitka, Jerzy Rytlewski

*Oddziały partyzanckie zgrupowania "ŻELBET"- Marek Jasiak cz 1

*Oddziały partyzanckie zgrupowania "ŻELBET"- Marek Jasiak cz2

* S.Dąbrowa-Kostka, "Okrążenie w masywie "Kotonia", w: "Wrocławski Tygodnik Katolicki" nr 51/52, 1969 r., s. 8-9.

Źródła:
Udostępnione przez autora, Mariana Cieślika Zdjęcia partyzantów pochodzą z publikacji ŻELBET- zarys historii- Ryszard Bitka, Jerzy Rytlewski
Zawadka wraz z sąsiednim Krzczonowem w latach okupacji hitlerowskiej należały administracyjnie do gminy Pcim. Powiat myślenicki został zlikwidowany a gminy przed wojną należące do niego, zostały przyłączone do powiatu krakowskiego, który znalazł się na obszarze Generalnej Guberni. Polaków w Generalnej Guberni chciano przekształcić w posłuszną masę niewykwalifikowanych pracowników na pograniczu egzystencji materialnej, bez dostępu do oświaty i kultury.

W czasie II wojny światowej występował głęboki deficyt siły roboczej na terenie III Rzeszy. Najpierw do przymusowej pracy wykorzystywano jeńców wojennych, a następnie zaczęto wywozić Polaków na przymusowe roboty. Tylko z Trzebuni, Więciórki i Zawadki wywieziono do Niemiec ponad 200 osób. inną formą niewolniczej pracy były roboty fortyfikacyjne. Okoliczne góry od Krzczonowa do Bogdanówki usiane były oKopami. Istotnym elementem polityki niemieckiej w Polsce były obowiązkowe kontyngenty, rekwizycje oraz wszechobecny terror. Kara śmierci bądź obóz koncentracyjny groził M.in. za nieposłuszeństwo, sabotaż, napaść na Niemca czy nieprzestrzeganie zarządzeń okupanta.

Wobec tak okrutnej polityki zmierzającej do fizycznej zagłady narodu wśród patriotycznie nastawionej części mieszkańców Krzczonowa i Zawadki, już w pierwszym roku okupacji z inicjatywy Władysława Słowika, jako jedna z pierwszych w gminie Pcim powstała terenowa organizacja ZWZ. Jej dowódcą został kpr. Franciszek Pytlik pseudonim "Orzeł", "Gołąb,"który tak wspomina swoje pierwsze konspiracyjne spotkanie pod patronatem krzczonowskiego proboszcza:
"W dniu 24 marca 1940r., kiedy byłem zatrudniony przy rozbudowie kościoła parafialnego w Krzczonowie, ksiądz proboszcz Wykurz poprosił mnie do kancelarii parafialnej i tam mi przedstawił już trochę mi znanego studenta z Lubnia Władysława Słowika, na pewne rozmowy, pozostawiając nas samych. Z kolei ów Słowik ... zaznajomił mnie z zasadami tajnej organizacji wojskowej, polecając w ścisłej dyskrecji zwerbować pewnych i dobrych Polaków po przyjęciu od nich przysięgi na tajemnicę i wierność Ojczyźnie"

Dowódca akcji w Tokarni- ppor. Adam Żuwała "Gołąb"

Zadaniem organizacji terenowej, jak pisze Piotr Sadowski było: "pozyskiwanie i zabezpieczanie broni, działalność dywersyjna i sabotaż działalność informacyjna (w tym kolportaż prasy podziemnej), wywiad i kontrwywiad (m.in. obserwacja osób skłonnych do kolaboracji), przeciwdziałanie alkoholizmowi i rabunkom; dbanie o poziom szkolnictwa, organizowanie tajnego nauczania i pomocy materialnej dla szkół oraz szkolenie wojskowe tych, którzy dotąd nie służyli w wojsku." W Pcimiu w 1940 roku powstała placówka ZWZ tworząca kompanię. Stan organizacyjny kompanii na terenie gminy Pcim, w miarę wzrostu liczebnego i zmian politycznych w kraju ulegał zmianom. W 1942 roku Związek Walki Zbrojnej przemianowano na Armię Krajową, a w rok później na terenie powiatu zostały utworzone grupy dywersyjne.

W gminie utworzono drużynę dywersyjną, której dowódcą został Franciszek Pytlik("Gołąb").Jego funkcję w krzczonowskiej drużynie przejął Józef Filipek("Brzoza"). Jak pisze w swoich wspomnieniach Władysław Słowik na konto oddziału dywersyjnego należy zaliczyć między innymi następujące dokonania: likwidacja bimbrowni, rozbrojenie kilku Niemców w Krzczonowie, napad na placówkę niemiecką w Tokarni i inne. Doskonały punkt kontaktowy, nie budzący najmniejszych podejrzeń nawet wśród mieszkańców Krzczonowa, znajdował się w sklepie Franciszka Pytlika. Było to swoiste miejsce dowodzenia i zbierania informacji oraz pomieszczenie do przechowywania artykułów spożywczych przeznaczonych dla oddziałów partyzanckich Armii Krajowej. Kilku członków tej grupy z Kasprem Proszkiem na czele brało także udział w bitwie na Łysinie w dniu 12.IX.1944 i w potyczce na Zawadce 29.XI tego samego roku". W okolicznych miejscowościach, działały również inne grupy partyzanckie. W Tokarni pod komendą Paluszka "Poniatowskiego" działała terenówka Batalionów Chłopskich reprezentująca organizacje ludowe na tym terenie.




Dwór w Tokarni- został przejęty przez AK-owców bez ani jednego strzału
Na terenie Zawadki w drugiej połowie 1944 roku stacjonowali również partyzanci Stanisława Długosza "Zamka" skupieni w OW PPS, oraz partyzantka radziecka reprezentowana przez oddział dywersyjny kpt. Jewgienija Biereżniaka "Michajłowa".Jednak podstawową siłą konspiracyjną, która posiadała największe poparcie wśród mieszkańców Krzczonowa, Zawadki, Tokarni czy Skomielnej Czarnej były oddziały Armii Krajowej.

Próby odtworzenia członków drużyny terenowej AK z Zawadki dokonał Tadeusz Pytlik:
1. kpr. Kasper Proszek"Echo"dowódca drużyny terenowej (latem 1944 r. w OP"Pościg"
2. Michał Bednarczyk"Czarny"(latem 1944 r. w OP"Pościg")
3. Mikołaj Kobiałka
4. Wiktor Proszek
5. Jan Rapacz
6. Jan Śmietana"Górka"(latem w OP"Pościg")
7. Andrzej Tajs("Świst")

Ponadto Kasper Proszek, Michał Bednarczyk, Wiktor Proszek, Jan Śmietana byli oddelegowani na przeszkolenie do szkoleniowego oddziału partyzanckiego "Pościg" por. Ostroga. W relacjach ludzi pamiętających lata okupacji przebija świadomość tragicznej sytuacji narodu polskiego oraz konieczność ponoszenia ofiar. Nie zdarzyło się aby ktokolwiek odmówił pomocy partyzantom.... jednakże wielokrotnie pojawiają się nieprzychylne oceny ich postępowania. Najcelniej ich dylematy ujął Karol Mizera (ur. 24.01.1924 roku) mieszkaniec Zawadki, który na pytanie jak wspomina leśne oddziały odpowiada wprost i bez ogródek "trochę partyzantów, trochę bandy".


Nieformalny szlak Żelbetu
> Taka zdecydowana ocena wymaga pewnego zastanowienia ... znajduje jednak wiele potwierdzeń. Okręgowy delegat rządu RP, podziemny wojewoda krakowski, Jan Jakóbiec charakteryzując atmosferę końca 1944 roku pisał: "Zbrojne bandy, składające się z kilku osób, były postrachem bezbronnej ludności.... Do tego dołączyły się grupy dywersantów i bandy kryminalistów podszywających się niejednokrotnie pod organizacje podziemne i także rabowały, kradły oraz terroryzowały ludność."

Te smutne fakty miały również miejsce na terenie gminy Tokarnia. We wspomnieniach ks. Antoniego Gagatnickiego czytamy: "Na dwór tokarski było napadów 8. Z tego kilka pierwszych zdaje się z AK, we wrześniu były rosyjskie , a najgorszy odbył się w nocy z dnia 31.10 na 1.09, kiedy nie tylko zabrano sztuki inwentarza żywego, ale i osobiście doszczętnie zrabowano osobiste rzeczy, t.z. ubrania, buty, zegarki, itp. To była zwykła bia rabusiów podszywająca się pod firmę PPR."

Partyzantka radziecka nie miała żadnych skrupułów w "rekwirowaniu" żywności dla swoich oddziałów. Na Zawadce były przypadki, że pod groźbź utraty życia zabierano woły pociągowe w zamian za liche konie. Natomiast ziemniaki sami wykopywali bez pytania niszcząc przy tym zagony. 6 stycznia 1945 roku np. partyzanci od "Michajłowa" okradli w centrum Pcimia plebanię i masarnię. Był to ich "normalny" sposób zaopatrywania się w potrzebne artykuły.




Pomnik ku czci poległych partyzantów i bestialsko zamordowanych mieszkańców wsi Zawadka

Na obszarze od Raby do Lętowni w czasie II wojny światowej działała grupa dywersyjna pod komendą Franciszka Pytlika. Zajmowała się ona również różnymi przejawami bandytyzmu. Istniały bowiem w tym czasie na obszarze Krzczonowa, Tokarni czy Skomielnej Czarnej grupy pospolitych kryminalistów, którzy podszywali się pod działalność niepodległościową i grabili okoliczną ludność. Jej aktywność m.in. w tym aspekcie konspiracyjnej działalności doskonale ilustruje akcja z 12 stycznia 1945 roku przeprowadzona w Skomielnej Czarnej, w obronie wysiedlonych mieszkańców Warszawy i Poznania, którym nieuczciwy sołtys obcinał i tak już głodowe racje żywnościowe. W trakcie akcji został wówczas wykryty rabunek dokonany przez oddział B. Ch. "Poniatowskiego", który został udaremniony, a sprawcy ukarani. Na tle rabunkowym dochodziło do wielu nieporozumień i konfliktów pomiędzy "partyzantami" a mieszkańcami. Do tego stopnia, że kilku mieszkańców gminy po zakończeniu działań wojennych wyjechało ze wsi w obawie przed samoSądem. W okresie okupacji zdarzyły się różne przypadki bandytyzmu lub kolaboracji. Nie wszystkie zostały wyświetlone i przykładnie ukarane. Jednak dzięki działaniom prężnej komórki terenowej AK z Krzczonowa ich skutki były minimalizowane. Osiągano to poprzez ustne napomnienia, listy, golenie głów dziewczynom zanadto "sprzyjającym" Niemcom, czy kary chłosty. Gdy to nie przyniosło pożądanych efektów, zgodnie z postanowieniami są dów podziemnych, wykonywano wyroki śmierci. Na terenie obecnej gminy Tokarnia wydano ich kilka.

Na szczególną uwagę zasługują także konspiracyjne działania Kaspra Proszka z Zawadki("Echo"),który swe niewątpliwe zdolności artystyczne poświecił dla Ojczyzny podrabiając dla Armii Krajowej pieczątki niemieckie . Jego szczególne uzdolnienia byty nieocenione dla funkcjonowania niepodległościowego podziemia, a tym samym uratowały życie dziesiątkom Polaków. Świadczy o tym między innymi nieliczna ocalała korespondencja konspiracyjna (Murawa, dn. 14.1.1944) kryptonim myślenickiego obwodu ZWZ-AK, w której czytamy. "Kochany Echo W załączeniu przesyłam Ci do wykonania bardzo pilnie pieczęcie do wykonania. Chodzi o pieczęcie kolejowe, które umożliwią naszym łącznikom komunikację z Warszawą. W związku z tym dołóż wszelkich możliwych starań, aby były wykonane jak najprecyzyjniej. Rób je przed wszystkimi innymi, które Ci poprzednio posłałem, bo te są pilniejsze ...."

Osobą, która bezpośrednio współpracowała z Kasprem Proszkiem był Władysław Dziadek "Dzidziuś". Będąc pracownikiem Urzędu Gminy w Pcimiu wykradał druki urzędowe, blankiety i wzory pieczątek na podstawie których nieoceniony "Echo" rzeźbił w drewnie dziesiątki pieczątek wykorzystywanych przez polskie podziemie. W trakcie wielkiej wsypy myślenickiej w 1943 roku Władysław Dziadek, mieszkaniec Lubnia, uciekając z obławy niemieckiej został śmiertelnie postrzelony, oddając życie za ojczyznę.
Kacper Proszek "Echo" doczekał sędziwego wieku, nadal mieszkając na roli Janicki we wsi Zawadka